Przyjaciel wesołego diabła

Autor: Kornel Makuszyński

przed prażącym słońcem. Kiedy się zaś zdarzyło, że znużony włóczęgą chłopaczek usnął na łące, Huragan stawał nad nim ostrożnie i trwał nieporuszony. Gdyby w takiej chwili groziło cokolwiek jego przyjacielowi, Huragan z nakrapianego konia łacno w krwawego lwa by się, zamienił i byłby stoczył śmiertelny bój z napastnikiem. Strzygł uszami i groźnie na poły oślepłymi toczył oczyma, wołając mężnym sercem groźnego jakiegoś potwora, z którym stoczyłby walkę. Ponieważ jednak nikt nie nadchodził w straszliwych zamiarach, Huragan, przeraziwszy na wszelki wypadek świat i całą naturę napełniwszy trwogą, również zasypiał.
Radosny byłby żywot tych dwóch sprawiedliwych przyjaciół, gdyby nie czas bezlitosny, co niezmiennie gasił słońce wieczorem, a o świcie płomieniem je zapalał, pilnie licząc, ile kto przeżył tych dni pięknych i promienistych. Wydało mu się, że Huragan dobiegł już swojej liczby, więc zimnym na niego spojrzawszy wzrokiem kazał mu odejść z tego świata, pełnego wonnych traw, pachnącego listowia i słodkich, miodem syconych, młodych pędów. Dnia jednego Huragan wyszedł ze swojego schronienia


Strony: