Przyjaciel wesołego diabła

Autor: Kornel Makuszyński

wielkie to tedy nieszczęście dla potomności, że nigdy się ona nie dowie, jak się Janek zapatrywał na awanturniczą kłótnię i wzajemne wymyślanie dwóch srok albo co miało oznaczać lekceważące machnięcie ogonem, kiedy Huragan napotkał na swej drodze wielką ropuchę; Koń i chłopiec umieli ze sobą rozmawiać tajemniczą jakąś mową, której nikt obcy, największy nawet filozof, rozumieć nie mógł. Huragan, jako bardziej doświadczony, wiedział oczywiście więcej o Bożym świecie, trzymał tedy na wodzy awanturniczą młodość swojego przyjaciela. Nie używał w tym celu roztropnych napomnień, lecz doraźnej przemocy. Ile razy Janek usiłował wspiąć się na drzewo, sędziwy rumak nie mogąc mu towarzyszyć w tej małpiej zachciance chwytał go zębami za pluderki i najspokojniej sprowadzał na bezpieczną ziemską nizinę. Machnięciem nieszczęsnego ogona oznajmiał, że mało go w tym wypadku obchodzą gwałtowne protesty niespokojnego przedstawiciela ludzkiego rodzaju. Łagodnym uderzeniem pełnego mądrości łba odrzucał Janka, ile razy chłopiec stanął nierozważnie nad głęboką rozpadliną. Cieniem swojego brzuchatego cielska osłaniał go


Strony: