Przyjaciel wesołego diabła

Autor: Kornel Makuszyński

najwspanialszego i wtedy, na kolana upadłszy, wybłagać łzami i płaczem serca, aby i ziemię biedną i pełną cierpienia zamienił na niebo przeczyste i wzniosłe. Dusza ludzka, po niebie oczyma choćby wędrująca, pragnąca wznieść się ku gwiazdom i ku słońcu, staje się lepsza i czystsza; serce ludzkie pragnie się oderwać od ziemi i odetchnąć tym bezmiarem jasności, co jest ponad nami.
Witalis zapominał o wszystkim, kiedy przez szkła przybliżające badał niebo. Pragnął dojrzeć na nim wszystko, aby później donieść o tym ludziom i uradować ich wieścią o tym, że niby mały i mizerny, i przyziemny człowiek zdoła wybiec myślą poza świat. A jeśli to zdołał uczynić, może kiedyś, kiedyś, zdoła tak spotężnieć sercem i duchem, że pognębi zgryzoty i cierpienie. Witalis mówił sobie w pokorze, że jest jednym z tych wielu tysięcy, co życie własne oddadzą, aby inni byli szczęśliwi.
Czasem upadał ze znużenia, lecz nie ustawał w trudzie. Szukał drogi do Boga przez gęstwinę gwiazd, niezmordowanie, niestrudzenie. Cały zamieniał się w oczy, bystre i czujne, śledząc drogę słońca, wschody i zachody księżyca.


Strony: