Przyjaciel wesołego diabła

Autor: Kornel Makuszyński

oczyma okien nigdy nie oglądały słońca. Tam leczył, pocieszał i ratował. Sam biedny, nie mógł nędzy poratować złotem; sam dziurawym okryty płaszczem, niczym nie mógł okryć nagich kości żebraczych. Przynosił jednak więcej niż złoto, bo serce pełne współczucia i tak słodkiej dobroci, że w najciemniejszym zaułku czyniło się jasno, kiedy on tam wchodził z jasnym spojrzeniem i ze słowem pełnym gorącego wzruszenia. Umiał jakby czarodziejskim zaklęciem najtwardsze otworzyć serce, a wielką tajemnicą pokornej dobroci każdej ulżyć zgryzocie.
Był lekarzem mądrym, przeto leczył chorych i czasem najniższe spełniał przy nich posługi: Wyżebranym groszem dzielił się z biedniejszym od siebie, nie dbając o to, że sam może zemrzeć z głodu. Czczono go jednakże i wielbiono nie tylko wśród nieszczęsnej biedoty; schylali przed nim głowy możni i najmożniejsi, a król jeden potężny uczynił raz rzecz niesłychaną, albowiem na jego widok ukląkł przed nim wobec ciżby dworzan i wasalów.
- Co czynisz, miłościwy panie? - zakrzyknęli zdumieni.
- Kłaniam się wielkości - odrzekł król - albowiem on jest mędrcem, a


Strony: