Przyjaciel wesołego diabła

Autor: Kornel Makuszyński

podając w pogardę, wyrzec się dziecka, które Bóg na mojej położył drodze? Nie uczynię tego, chociaż jestem zły i niepoczciwy… Czemu się śmiejecie, dobra niewiasto… Albo raczej, czemu macie w oczach łzy? Dziwne to… Raz mi się zdaje to, a raz tamto…
Kobieta istotnie śmiała się przez łzy, słysząc, jak ten człowiek z anielską duszą nazywał siebie złym i niepoczciwym.
- Wiecie, co wam powiem, szlachetny panie? - rzekła - najmądrzejszy to wy może jesteście na świecie, ale rady sobie z tym chłopcem nie dacie.
- Dam sobie radę, jako żywo! - mówił mędrzec, ale niezbyt pewnie.
- A przecie nie dacie! Więc ja tu zostanę.
Sama jestem i nikomu niepotrzebna, a sierocie zginąć nie dam. Zajmę się tym niebożątkiem, a wy sobie rachujcie gwiazdy. Dopiero, kiedy podrośnie, to się będziecie tym kłopotać, co z nim uczynić… Czy godzicie się na to?
Siwemu człowiekowi niebo rozbłękitniło się w oczach.
Chwycił rękę starej kobiety i ucałował ją ze czcią.
- Co czynicie, panie? - zawołała ona niezmiernie zdumiona.
- Czczę serce szlachetne! - odrzekł wielki mędrzec z


Strony: