Przyjaciel wesołego diabła

Autor: Kornel Makuszyński

się szponami korzeni rodzonej ziemi czepił i nie chciał się dać wydrzeć pracowitym ludziom. Patrzyli oni z tym wielkim podziwem, co aż usta otwiera z nadmiernego natężenia, jak mędrzec, którego widywali kroczącego z solenną powagą dostojnym krokiem zadumanego marabuta, skacze w tej chwili przez pnie i wymachuje w ich stronę rękoma. Patrząc z daleka na to widowisko niezwyczajne najrozmaitsze czynili domysły, wśród których nieśmiało zjawił się i ten, że szanowny mędrzec nagłemu uległ opętaniu. Domysł ten straszliwy zaczął przybierać pozory prawdy, kiedy mędrzec, wpadłszy w zdumioną ludzką gromadkę, zakrzyknął głosem tak zdyszanym, że zdawało się, jakoby każde słowo oblane było potem:
- Dobrzy ludzie, ratujcie, bo moje dziecko umiera z głodu!
Słysząc to, ci dobrzy ludzie pomyśleli w pierwszej chwili, że natychmiastowa ucieczka przed człowiekiem, któremu się coś w wielkim popsuło rozumie, będzie rzeczą roztropną. Widząc jednak w dobrych jego oczach zgryzotę i niepokój, nabrali odwagi i zaczęli rozpytywać, co by to była za historia, która najdostojniejszemu z mędrców każe skakać i wymachiwać


Strony: