Przyjaciel wesołego diabła

Autor: Kornel Makuszyński

wielbimy radość! Czekaj, biedactwo jedyne, zaraz cię rozweselę!
I w przystępie rozpaczy, tak ułożywszy dziecko, aby go widzieć mogło, siwy ten człowiek, na śmierć znużony, począł wyprawiać dziwne skoki i pląsał prześmiesznie, z niepokojem patrząc, czy to się dziecku podoba. Sam Pan Bóg musiał mieć łzy w oczach, kiedy ujrzał tego cudownego starca z sercem przeczystym, śmiesznie podrygującego i wydającego potężne okrzyki, udające śpiew. Pot spływał po jego bladych skroniach i lepił srebrne jego włosy; usta jego drżały, a piersi dyszały ciężko, a on tańczył i przysiadał, i ręce dziwnie śmiesznie w górę wyrzucał. Dziecko, najpierw przelękłe widokiem czarnej postaci, z której jak ze studni głębokiej dudniące dobywały się okrzyki, zaczęło się uśmiechać, wreszcie rozumiejąc, że podrygujący wielkolud niczego bardziej zajmującego nie wymyśli, usnęło.
Siwy człowiek otarłszy pot z czoła usiadł znużony. Bał się odetchnąć, aby tego dziecinnego snu, różowego i wiotkiego jak obłoczek, nie rozwiać oddechem. Siedział i rozmyślał głęboko, widać jednak, że nie nadaremnie, nagle bowiem uderzył


Strony: