Przyjaciel wesołego diabła

Autor: Kornel Makuszyński

skazane były z góry na niepowodzenie, brodate to bowiem i wesołe zwierzątko jest dość trudne do znalezienia tam, gdzie go nigdy nie było. Do tego przekonania musiał po niejakim czasie dojść i ten przezacny człowiek, bo zwróciwszy się do dziecka rzekł cicho, oblewając każde słowo łzami rozżalenia:
- Obawiam się, że nigdy nie widziałem tu kozy.
Ponura ta wiadomość musiała niebieską sierotkę przyprawić o nieutulone zmartwienie, gdyż nagle zaczęła kwilić, co sędziwego człowieka przyprawiło z kolei o głęboką rozpacz. Chwycił się rękoma, za srebrną głowę i targał włosy. Płacz tego dziecka rozdzierał mu serce; w bezradności swojej nie bardzo się od niego różnił, więc nie wiedząc, co czynić, chciał uciec i biec nie wiadomo dokąd, W tym samym momencie aż zadrżał ze zgrozy, że mógł pomyśleć o ucieczce, więc wzniósł spojrzenie w górę, jakby od nieba błagając zmiłowania.
- Ach, gdybym był pelikanem - zakrzyknął - nakarmiłbym cię własną piersią!
Ponieważ nagła zamiana mędrca w pelikana nie jest sprawą zbyt prostą i łatwą, korzyść z tego szlachetnego pomysłu równała się


Strony: