Przyjaciel wesołego diabła

Autor: Kornel Makuszyński

/> Huragan, wciąż opętany radością, chciał po raz drugi już od narodzenia słońca tego dnia i wyskoczyć ze skóry, okazując nierozumny ten zamiar śmiesznym podrygiwaniem i nagłym podnoszeniem coraz to innej nogi widocznie w mniemaniu, że nie ma lepszych sposobów na okazanie bezmiernego zadowolenia. Nagle mu się uroiło, że może zbyt ceremonialnie zachowuje się, jak na chwilę radosną, więc młode przypomniawszy lata wierzgnął tak potężnie, że gdyby niebo wisiało cokolwiek niżej ponad ziemią, byłby je rozbił kopytami, jak kryształową kulę. Całe to szczęście, że sklepienie niebieskie umieściło się cokolwiek wyżej, jak gdyby w przewidywaniu radosnego szaleństwa najpoczciwszego wśród ogoniastych.
Pan jego również czuł w sercu radość głęboką i nieznaną, lecz pomieszaną z lękiem. Był śmiertelnie znużony udręką minionej nocy, lecz siłą woli zdławił to znużenie i nie dał mu sobą zawładnąć. Niosąc jednak tę ludzką okruszynę do sklepionej przestronnej komnaty, zatrwożył się w szlachetnej duszy, aby ocaliwszy tę sierotkę przed śmiercią, nie uczynić jej krzywdy innej. Cóż bowiem z nią pocznie? Dałby


Strony: