Przyjaciel wesołego diabła

Autor: Kornel Makuszyński

piersi, zbliżył bladą swoją i wzruszoną twarz do jego brzydkiego łba i głosem tak miękkim i ciepłym, jak wiosenny wiatr zachodni, rzekł:
- Huraganie, jesteś najcudowniejszym koniem na świecie… Mój kochany, mój drogi Huraganie!…
Spojrzał głębokim spojrzeniem w wyblakłe końskie oczy, po czym ucałował jego zgrzybiały łeb.
Coś dziwnego musiało się stać w poczciwym końskim sercu, bo stary Huragan, pomawiany już o szaleństwo podczas straszliwego swego swego biegu w tej chwili zdradzał wyraźne opętanie: rzewny swój ogon zmienił we wiatrak, strzygł uszyma, zamykał i otwierał oczy, drżał całym ciałem, aż nagle obnażył wszystkie zęby w najdziwaczniejszym uśmiechu. Ha, ha! Był to uśmiech szeroki, rubaszny, szczęśliwy. Przesadzilibyśmy cokolwiek twierdząc, że w tej chwili Huragan miał minę rozsądną albo też, że był wybitnie piękny. Można by twierdzić przeciwnie, lecz to jest niezbicie pewne, że od początku świata nie było na nim szczęśliwszego konia.
A mędrzec, patrząc na niego tkliwie, dodał:
- Idź teraz do stajni, poczciwcze, a ja za chwilę zdejmę z ciebie siodło i juki.

Strony: