Przyjaciel wesołego diabła

Autor: Kornel Makuszyński

woń wiosny, woń łąki i wiatru, lecz znał zarówno i oddech śmierci. Wiedział, że to, co nieruchomo leżało na drodze tuż u jego kopyt, to było to coś, co jest straszne i dreszcz budzące, i co się nazywa śmiercią; a obok jasne życie tliło się w tej małej istotce, cudownej i rzewnej, więc stary koń gnał teraz, aby uciec od miejsca śmierci, nad którym jak mgła polatał smutek, nawet końskie serce mrożący lodowatym lękiem, a ocalić to życie, które w tej chwili mądry i dobry jego pan ogrzewa przy swoim sercu i jak płomyczek przed wichrem pędu zasłania, aby nie zgasł.
Pędź, pędź, dobry Huraganie, koniu poczciwy i roztropny!
Braknie mu tchu, serce w nim rozpaczliwie się tłucze, ale już niedaleko, niedaleko…
Wytrwaj, szlachetny Huraganie, chociaż raz w życiu, lecz w dobrej sprawie, zmieniający we wspaniały czyn burzliwe swoje imię!
Słońce wytoczyło się na niebo w świetnym, bogatym stroju, dzień zaśpiewał tysiącem głosów: „Kiedy ranne wstają zorze…”, a tu i ówdzie szara grudka ziemi, zamieniwszy się w skowronka, ciskała się pod niebiosa, a stamtąd, choć pogoda była złocista, leciał


Strony: