Przyjaciel wesołego diabła

Autor: Kornel Makuszyński

tam, gdzie z sędziwym swoim panem wiódł smętny żywot, coś jasnego przybędzie; toteż w radosnym porywie, pragnąc zdumionemu jego szaleństwem światu okazać swoje zadowolenie, wyprawiał dziwne sztuki z mizerną końcówką ogona, wiejąc nim, jak gdyby to był buńczuk sporządzony ze wspaniałego ogona arabskiego konia. Tak się rwał do lotu, że gdyby nie mądre i wcale roztropne urządzenie, że uczciwy koń może biec jedynie w połączeniu z własną skórą, byłby z niej wyskoczył, a ten niepotrzebny, hamujący jego chęci, a przy tym spłowiały i nakrapiany ciężar byłby pozostawił na drodze psom na buty. Ponieważ jednak szkoda było czasu na dokonywanie tak powikłanych zabiegów, wspaniały Huragan postanowił w całości, wraz ze skórą, przebyć daleką drogę, szalonym rwąc pędem tak roztropnie, aby przy mijaniu wyrw lub powalonych pni nie zrzucić ze swego grzbietu jeźdźca, małą istotkę tulącego w ramionach. Huragan był wielkim filozofem i wiedział, że gwałtowne zetknięcie się z twardą ziemią jest sprawą niemiłą, a ze względu na dziwną kruchość ludzkich kości, bardzo bolesną. Wołałby zaś swój stary koński łeb


Strony: