Przyjaciel wesołego diabła

Autor: Kornel Makuszyński

skończył swoich słów od nadmiernego zdumienia, Huragan bowiem, jak gdyby odrodzony, podniósł łeb, zarżał donośnie i pomknął cwałem.
- Co czynisz, szalony koniu! - zakrzyknął dobry człowiek i w nagłym lęku przycisnął dziecko do piersi.
Rozdział drugi
w którym koń Huragan prześcignął śmierć, a pan jego chce nakarmić niemowlę cebulą

Trzęsienie ziemi zdarza się rzadko, jednak się zdarza; zdarzy się nieraz, że żarłoczna morze połknie wyspę, jak wieloryb śledzia; zdarza się, że się rozpęknie sroga góra i pluje ogniem; zdarza się nawet, że słońce się zaćmi - wszystko się zdarzyć może; nie zdarzyło się jednak za ludzkiej pamięci mniej więcej od lat trzydziestu, aby Huragan przyśpieszył kroku - albo, jak w tej chwili właśnie, gonił cwałem. Ustępowały mu z drogi, jak nasrożonej burzy, drzewa i krzaki; ziemia, jakby przerażona, zdawała się zapadać, kiedy potężnymi w nią bił kopytami. Mądry to był koń i rozumiał, że to małe stworzonko, wydarte śmierci, trzeba zanieść czym prędzej pod dach dalekiego domu. W poczciwym, starym końskim sercu poczuł wielką radość, że


Strony: