Przyjaciel wesołego diabła

Autor: Kornel Makuszyński

zdjęta snem, do piersi tuląca malutkie dziecko.
Mędrzec przyklęknął i postawiwszy latarnię na ziemi rzekł cicho:
- Czy się wam przygodziło nieszczęście?
Kobieta nie odpowiadała.
W nim serce uderzyło gwałtownie; ujął ją za rękę i zakrzyknął zduszonym głosem:
- Chryste Panie!
Ręka była zimna. Spojrzał na jej twarz: była biała i wilgotna, może od nocnej rosy, a może od łez, wypłakanych już po śmierci nad niedolą dziecka, które spało słodko na jej sercu już na wieki cichym. Tuliła dziecko do siebie tak mocno, że dobry człowiek z trudem je odjął od tej matki wiernej, powalonej przez jakiś trud i jakąś mękę na nieznanej pustej drodze; bose nogi dniała w ranach, więc szła kędyś z daleka, a nikt nie wie, dokąd? Głód musiał iść jej śladem jak pies, gdyż twarz jej była śmiertelnie smutna i wynędzniała. Mędrzec patrzył na nią wzrokiem zmąconym przez łzy i mówił cicho:
- O dobra, nieszczęśliwa matko! Musisz tu zostać, ale śpij spokojnie… Twojemu dziecięciu nikt krzywdy nie uczyni… Bóg mi je zesłał, pokornemu biedaczynie, więc je zabiorę, a kiedyś mu powiem,


Strony: