Przyjaciel wesołego diabła

Autor: Kornel Makuszyński

straszliwymi groził mękami.
Zdążali tak z upartą powolnością w stronę, w której się srebrzył rogaty księżyc, ku jakimś dalekim górom, ku jakiemuś osiedlu. Widać, że podróżny chciał tam dotrzeć przedtem, zanim noc zupełnie owładnie ziemią, dlatego też na rozmaite sposoby pragnął zachęcić do pośpiechu dziwacznego swojego konia, że się to jednak na nic nie zdało, bo szlachetne to zwierzę doszedłszy do bardzo sędziwego końskiego wieku z niewzruszonym spokojem wielkiego filozofa zdążało omdlewającym krokiem ku swojemu przeznaczeniu. .Pan jego jednak coraz bystrzej wpatrywał się w gmatwaninę, cieniów, w pełzające bezszelestnie wilgotne mroki i coraz częściej podnosił wzrok ku niebu, na którym ktoś, jak siewca wspaniały, siał złote gwiazdy jak i ziarno w skiby pierzastych chmur, przeoranych wiatrem. Nie było lęku w czystym sercu tego dostojnego człowieka; bystrą jedynie ciekawość miał w spojrzeniu, kiedy nim gonił wędrujące po powietrzu śmigłe nietoperze lub ciężkie, wielkie puchacze. Czasem jednak dreszcz przebiegał po jego skórze, kiedy wysoko ponad gęstwiną chaszczów przelatywał ogromny cień, mający


Strony: