Po mlecznej drodze

Autor: Kornel Makuszyński

zabity, dawszy jęczący wyraz swojej znajomości miłosnych tradycji. Nazajutrz rano, spojrzał na mnie z podełba, wzrokjem morderczym, którym ugodzony byk nie miałby czasu westchnąć i padłby, jak rażony piorunem; potem nie pytany powiada:
— Źle spałem…
— O, o! — zdumiałem się szczerze, a Szczygieł uczynił groźny krok w moją stronę i rzekł
— Nie wierzysz?
— Wierzę, wierzę, ale mi się zdawało, żeś się przez sen uśmiechał.
— Ja? ja dziś przez sen płakałem: — powiada mi ten dziwny stwór boski, — a czemu, to moja rzecz…
Pokręcił się chwilę, potem mnie zdumiał tak, jak nigdy w życiu, wszystkiegom się bowiem mógł spodziewać, tylko nie tego, com usłyszał. Szczygieł długo się nad czemś zastanawiał, strojąc straszliwe miny, potem mówi:
— Pożycz mi swego pióra.
Jezus Marja! a temu co się znowu stało? Spojrzałem na niego, czy nie chory, bo gdyby był poprosił o maszynę do szycia, o żelazko do prasowania, o lunetę, o monokl, o co kto chce wreszcie, rzecz byłaby zrozumiała, bo i małpa może znać sposób używania tych przedmiotów, lecz pióro w rękach


Strony: