Po mlecznej drodze

Autor: Kornel Makuszyński

jedno: uśmiech dobry, co kocha i przebacza, uśmiech, co jest jak ziarno złote i słowo mądrości. I wtedy będę szczęśliwy. Każde moje słowo nim napoję i każde , będzie leczyć i cieszyć; pomażę nim jak olejem świętym myśl każdą, najbiedniejszą i najlichszą, a skrzydła jej wyrosną i lecieć będzie ponad szarością ziemi, błogosławiąc.
Jeśliby za uśmiech ten, który oczy sokratesowe w dwa zmienił słońca, trzeba zapłacić nędzą i głodem — obym zawsze był głodny! A jeśli go kupić można śmiercią, tedybym chciał, abym umierał długo w tłumie ludzi, by każdy mógł go ujrzeć w oczach moich gasnących. Jeśli zaś matką jego jest miłość, gotowe do niej jest moje serce proste i gotową jest moja biedna dusza, niemocna i cicha, pragnąca skrzydeł od wschodu do zachodu słońca, a pełzająca przy ziemi… Niech padnie na mnie wielka, największa miłość, niech wypije moje oczy, niech się sercem mojem nakarmi i z całego niechaj mnie zmieni w jeden miłosny dźwięk, w jeden błysk w cień, lub w swoje echo, że się stanie dusza moja jak biała chmura, którą ku słońcu pędzi ten wichr, co niósł duszę Franczeski i


Strony: