Po mlecznej drodze

Autor: Kornel Makuszyński

najdroższych, malutkie i znikome, zamknięte czasem w drobnem, szmaragdowem oku pierścienia, co w proch kruszą najpotężniejsze czarne siły merlinowe. Oto ono jest takiem, ten w człowieku okruch słoneczny, nieśmiertelny, któremu daną jest najbardziej tajemnicza : moc przeczucia Boga. Otrzeć się więc potrzebą, by odegnać siłę nieczystą, która i truje, uczy truciznę rzucać w studnie zaprawia chleb, która milczy, nie uśmiecha się i nigdy nie śpiewa. Ą ono, serce, jak pająk złocisty przędzie z siebie złoty blask, który przez oczy pada roześmiane na pole i na las, na wody i na proch ziemi, aby się wszystko okryło zielenią i kwieciem, aby ożyło w wielkim szumie i w nieziemskim blasku na radość ludzką i na ludzkie szczęście… O, gdzieżeś jest uśmiechu bez goryczy, słowo bezgłośne, uprzędzione ze słonecznego promienia, uśmiechu, który syci i poi, który leczy rany i uczy miłości!? Jeśliś jest we mnie, wynijdź przez źrenicę które oczyszczone są przez łzy, abym błogosławił ziemi i ludziom… Albowiem ani cierpią, ani są szczęśliwi, lecz gnani z kąta w kąt, idą, nie wiedząc dokąd i nie wiedząc, kiedy im każe


Strony: