Po mlecznej drodze

Autor: Kornel Makuszyński

dziecko umarłe; owe tedy cierpienie rymowane, owe drogi krzyżowe przez stacje strof poetyckich, owe zgrzyty i jęki, i płacze, wydają się jak cebula księdza Baki, środek niezawodny do wyciskania łez.
A wielkie widmo cierpienia, rozpięte na niezmiernym krzyżu gwiazd, ponad światem gdzieś wisi; czasem oczy otworzy, na udręczoną ludzką patrząc i wtedy się na ziemi zdaje, że dzień jest dziwnie smutny, choć świeci słońce i na jedną chwilę wszystkie serca ludzkie przestają bić i wielka jakaś trwoga na jedną błyskawiczną część sekundy chwyta za gardła ludzkie i ciśnie. Taka ponad światem przeszła chwila, kiedy Chrystus Pan ostatnie wydał tchnienie.
Stąd się rodzi lęk, co się po świecie tuła i we dnie śpi, nocą zaś wypełza z zaułków jak z pieczar i w oczy zagląda. To jest jakoby szept tego czegoś, co się ponad ziemią waży, jak niezmierny ptak i wobec czego wszystko ludzkie jest małe i drobne. I śmierć ludzka jest mała, chytra, podstępna, pełzająca chyłkiem, nie śmiejąca zajrzeć w oczy, trwożąca się jęku. l wszystko jest pył i tchnienie… Prócz serca, prócz serca… Są bowiem talizmany z kruszców


Strony: