Po mlecznej drodze

Autor: Kornel Makuszyński

śmierć, przyjaciółka ludzi, co się śmieją pogodnie.
Chciałem uśmiechem tym jednym zaczynić chleb, ze słodkich najsłodszy, aby nim karmić, chciałem wyzłocić nim wodę, aby się w złote zamieniło wino, lecz chleb miał w sobie gorycz, a wino truciznę, nie można bowiem czynić cudów bez wielkiej wiary i miłości, wtedy bowiem cudotwórcą byłby każdy, kuglarz, co podrzuca w górę tęczowe kule słów, zaklina w oczach ludzkich łzy, —pokazując im swoje, nanizane kunsztownie i sposobem tajemnym fakirów przebija sobie serce nowiem, nie cierpiąc.
Straszliwy wtedy cierpiałem głód nienasycony, zły i dręczący i zachłanny: chciałoby się pożreć i las i powietrze i wodę i wichr, aby się to wszystko rozszumiało huraganem w przepaści serca, aby biło piorunem w każdą myśl nienawistną i aby na żywym paliło ogniu duszę młodą, szukającą .swego Boga, niepodobnego do żadnego wizerunku, do żadnej legendy, do żadnego hymnu i w nim się potem rozpłynąć w śmiertelnej ciszy, wśród której najbardziej tajemnicze dzieją się sprawy. Na dziwną byłem chory chorobę i czyniłem, jak taki chory zawsze czyni: w każde wierzyłem


Strony: