Po mlecznej drodze

Autor: Kornel Makuszyński

ziemia, i słońce i ludzie, wszystko święte i wszystko nieświęte. A żabi rechot z ludzkiego bagniska odpowiadał chórem.
Kiedy nie było już skąd wziąć garści tego śmiechu, wtedy wpadliśmy na doskonały pomysł ośmieszenia własnego serca. Aż dziw, że taki wynalazek cudowny tak późno przyszedł do głowy młodej, szalonej, luciferowej, pełnej buntu, błyskawic i oparów z wódki. Aż dziw… Więc się brało serce w ręce, i doprawdy, niema nic śmieszniejszego na świecie nad widok tego kawała mięsa, co drażnione myślą i słowem, urąganiem i klątwą, wołaniem i pogardą, — kurczy się i drży, łka i wyje, albo umiera śmiesznie, śmiesznie, śmiesznie. Sobie z tego piekielna rozkosz, a narodowi radość. Och, takie serce, jest jak dziecko, małe, dobre, śliczne dziecko, co stroi grymasy.
Dziwnie jest jednak męczącą ta niewinna zabawa, bo ten i ów, widocznie z przesytu śmiechem, nagle jakby kto nożem ciął, przestawał się śmiać i chyłkiem idąc, popod mury, jak rzezimieszek, pełzał do swego legowiska. Czasem to go nazajutrz, wynosili i wtedy jeszcze śmieszył ludzi, bo miał grymas ust tak potwornie wesoły, że się


Strony: