Po mlecznej drodze

Autor: Kornel Makuszyński

Przed tem zapewne co ma być, to bowiem, co było, nie było straszne, lecz chyba dziwne. Dość dziwna historja krótkiej wojny z tem, co szarzało z prochu, jak proch szare, płaskie, jak ziemia, rozrastające się, jak grzyb pod podłogą. — Nie, to właściwie nie było dziwne, to było wesołe, och i jak wesołe! Wywiesiliśmy sztandar, pomalowany na kolor krwi, .huczny i buńczuczny, taki pełen dostojności jak chorągiew Proroka; zaśpiewano: sztuka rodzica, dziewica! — i w szyku zwartym, pysznym, dumnym, z wieńcami na głowach, szła przed siebie armja zbawienia. Każdy miał w oczach, jak w sajdaku wiązkę piorunów, a na uściech pogardę. Pochód miał obejść całą ziemię dookoła i palić i niszczyć i siec i razić widokiem samej chorągwi, od której wichr, co nią łopotał, przybierał barwę serdecznej krwi. Dziewice wychodziły nago tym Cydom na spotkanie i każda chciała się oddać, by urodzić bohatera i półboga. Strach padł na wszystką, ziemię, a w posadach drżały kościelne wieże, albowiem stało się, co było przepowiedziane . W świętej malignie Apocalipsis i z hukiem miała pęknąć straszliwa pieczęć tajemnicy, pierwsza z


Strony: