Po mlecznej drodze

Autor: Kornel Makuszyński

stworzenie, które nawiedza samotnego człowieka najbiedniejszym przeto na świecie jest ten człowiek, którego opuściły już nawet łzy.
Bóg ze mną! Roi mi się coś smutno, choć wiem, że z jednej i drugiej strony są dokoła mnie żywi ludzie. To noc jest temu winna. Konająca wciąż i nie mogąca skonać lampa, nie jest w stanie odegnać mroku, który pełza ze wszystkich stron, jak plugawy zwierz, który się czai i pełza; przytem mieszkanie nasze powykręcane, pełne załamań i zakamarków, przypomina smoczą pieczarę, w której coś niesamowitego mieszka i coś niesamowitego co nocy na nowo się leże. Szczygieł dawno już mówił, że w tem mieszkaniu coś straszy. Zdaje się, że słusznie powiadał, bo mi ni stąd ni zowąd zaczyna bić serce i pot mi wychodzi na czoło; lecz to jedno jest dziwne, że strach nie z zewnątrz przychodzi, lecz z wewnątrz, gdzieś z pod żeber i pnie się ku sercu, potem aż do gardła sięga i do mózgu, bo się nagle wszystko dokoła poczyna kręcić i drgać w oczach, razem z tą suchotniczą, przerażoną lampą. Trę tedy dłonią czoło, jakbym chciał z głowy wytrzeć ten nieznany lęk, niewiadome przed czem.


Strony: