Po mlecznej drodze

Autor: Kornel Makuszyński

mów pochwalnych, gdyż przyjaciel nasz niczego w życiu nie ukradł, nikogo nie skrzywdził i nie był prezesem żadnej instytucji, aby go trzeba było dobijać w trumnie kamieniem młyńskim pogrzebowej mowy. Otarłem łzę ja i stu przyjaciół; Szczygieł, który w pierwszej chwili od zmysłów odchodził, nad grobem załkał jakoś dziwnie i tylko z tajoną pasją patrzył na księdza. Zdawało mi się bowiem, ze ten urzędnik boży, ekspedjujący dusze na drugi świat, śpiewa nad grobem z pewną, niedbałością i pod nosem jakgdyby z laski. Był to bowiem pogrzeb wielce tani, nieboszczyk zaś miał na sobie garderobę w której mógł odrazu rozpocząć wszystkie czynności świętego, taka była przewiewna i tak bardzo przypominała apostolskie chlamidy z samodziału. Wytłumaczyłem jednakże później Szczygłowi, że nasz przyjaciel poszedł wprost do nieba i bez protekcji, Pan Bóg bowiem, choć srodze nas doświadczał, jednakże stanowczo miał do nas słabość.
Mieszkanie, które zaszczycaliśmy dotąd naszą obecnością, słusznie mniemając, że zaszczyt ten uwalnia nas od płacenia czynszu, miało dla nas zbyt przykre wspomnienia, tu bowiem umarł


Strony: