Po mlecznej drodze

Autor: Kornel Makuszyński

i przyniosłem kawałek lusterka dziwnego kształtu, bo pochodził ten sprzęt z rozbitej wielkiej całości, zawiązałem mu krawat, w końcu wśród wielkiej ogólnej radości uczesaliśmy go wespół z Haneczką, to znaczy, ze co ja naprawiłem grzebieniem, który miał kły, nie zęby, to dziewczynka w tejże chwili wśród śmiechu psuła palcami. Szczygieł, strasznie czuły na kobiety, zażenowany był poważnie przy tej operacji, w rezultacie jednakże można go było znowu pokazać dorosłym ludziom, jeśli naturalnie dorosłym tym ludziom jest beznadziejnie wszystko jedno, na co patrzą.
Dałem wreszcie znak do pochodu na „wizytę”; zatrzymaliśmy się na chwilę tylko przy drzwiach w celu wyrafinowanego dopełnienia elegancji Szczygła, w kącie bowiem przy drzwiach znalazłem jeden mankiet tego Petronjusza i wyraziwszy mu moje nieme ubolewanie, podałem mu go z niemą również uwagą, że jedynie najgorszy rodzaj ludzi składa wizyty z mankietem na lewej tylko ręce. Otwarłem wreszcie pochód, raczej karawanę, bo za mną stąpał wielbłąd, niosąc na rękach, przytuloną do niego miłośnie, największą naszą przyjaciółkę, słodką i najmilszą


Strony: