Po mlecznej drodze

Autor: Kornel Makuszyński

pytałem przezornie.
— Dzisiaj!
— Pewnie razem z Haneczką? .— .Tak z Haneczką.
Była to pierwsza zgodna kobieta, jaką oglądałem w mojem życiu, więc ją ucałowałem serdecznie, na co Szczygieł pozwolił z zawiścią i niechętnie, uważając przy tem pilnie, abym jej jakiej przy tem krzywdy nie uczynił. I tak już wyczytałem w jego wzroku, że pytaniami zamęczam dziecko i że on się za to ze mną policzy. Odpowiedziałem mu również wzrokiem, że gdyby to niewinne dziecko wiedziało, na czyich siedzi kolanach, to wolałoby umrzeć i rzekłem mu głośno:
— Szczygieł, panna Haneczka prosi nas na herbatę, uczyń się więc podobnym do ludzi.
— Tak! — dodała Haneczka poważnie.
— A widzisz!
Szczygieł nie powiedział dotąd ani jednego słowa, widocznie z obawy, że dziecko może uciec z rozpaczliwym krzykiem, kiedy on się odezwie; teraz zaś był stanowczo w rozpaczy. Zrozumiał, że trzeba iść przedtem nieco się ogarnąć, gdyż pieszczoty dziewczynki zdeformowały mu dziwacznie jako tako ogarnięty łeb, za nic w świecie jednakże nie chciał jej puścić z kolan. Ulitowałem się wreszcie nad nim


Strony: