Po mlecznej drodze

Autor: Kornel Makuszyński

się ością, i wydawał dziwny jęk, niemożliwy do powtórzenia. Byłto nędzarz pierwszej klasy i do tego wszystkiego miał kochankę, do której nie powiedział w życiu ani słowa. Żyliśmy w przyjaźni ścisłej, on zaś do tego związku wniósł serce złote i duszę byłby z siebie dał, by poratować przyjaciela w czasach, kiedy dobry Pan Bóg w zupełności zapomniał o takich, jako my, gorliwych chrześcijanach. Lecz nam radośnie zawsze było i niebo nas błogosławiło: jednego suchotami, nędzą innych, by nas nauczyć tęsknoty za rajem, dokąd nam wcale nie było spieszno, żadne więc fałszywe obietnice nie zdołały uczynić z nas świętych. ze sztuczną palmą w prawej dłoni, chodziliśmy tedy po ziemi, jako bogowie, serca niosąc w dłoni. Wędrowaliśmy po mlecznej drodze, licząc gwiazdy, łzy i pocałunki. Inne rachunki nigdy nas nie obowiązywały, stąd urosła pewna do nas niechęć ze strony życia, kapituły i policjantów. Serca jednak mieliśmy czyste i dusze radosne, co się jasno okaże na następnych tej księgi stronicach.
I

Pogrzeb przyjaciela naszego malarza Szymona Chrząszcza, odbył się po chrześcijańsku i bez


Strony: