Po mlecznej drodze

Autor: Kornel Makuszyński

wogóle nieśmiały, onieśmielił się jeszcze bardziej wobec tej czteroletniej dziewczynki i ustawicznie się kłaniał, uśmiech zaś jego w tej chwili godnym był uwiecznienia; tak przytem wyglądał pociesznie, że dziewczynka z przestrachu, bo już tę niesamowitą twarz pamiętała ze schodów, poczęła powoli przechodzić do wesołości, patrząc wciąż na pajacowate ruchy Szczygła, wreszcie roześmiało się maleństwo z całego serca, ja za nią śmiać się począłem jak, dziecko, najgłośniej zaś z nas śmiał się Szczygieł.
Wprawdzie czarownica, żona kozła, w upojeniu miłosnem na Łysej Górze wydaje głosy milsze i śmieje się dźwięczniej, jednak w śmiechu Szczygła było wszystko, co kto chciał: i głos organów i bek barani, gdakanie kury, trel słowiczy i rżenie rozpustnej klaczy. Myślałem, że się dziecko bardziej jeszcze przestraszy tego śmiechu niż twarzy, malutkiej jednakże ogromnie się to zaczęło podobać i śmiała się ślicznie, mrużąc oczęta. Kiedy zaś wreszcie zmęczyliśmy się wszyscy tym śmiechem, dziewczynka śmiało uczyniła krok w stronę straszliwego Szczygła i uśmiechnąwszy się, powiada: — Jeszcze


Strony: