Po mlecznej drodze

Autor: Kornel Makuszyński

co idzie stawiać barykady. Słodkie omdlenia i muzyka sfer, ujawniająca się przez harmonijny, ciągły, dźwięczący szum w głowie, są również udziałem ludzi głodnych. Wiedział — jednem słowem — dobry Bóg, co czyni, posyłając głód na ziemię, któraby inaczej sparszywiała w dostatkach i w nadmiarze tłuszczu, jak jedna: Wielka Capua. Głód jest rzeczą błogosławioną jak burza, co oczyszcza powietrze i głód jest rzeźbiarzem, który czuwa pilnie, aby nie rozlały się przepyszne, boskie formy ludzkiego rodzaju, lecz by po jałowej, wyschłej, na kość ziemi, chodził sprężystym krokiem człowiek, którego on wyrzeźbił: nadobnie chudy, z twarzą zieloną, przypodobioną kamei z jasnego szmaragdu, ascetycznie piękny, z brzuchem zapadłym, aby powiedzieć nie było można, że bogiem jego jest brzuch. To jest chrześcijańskie nadziemskie piękno ciała, które jedynie czasem, dla wykreślenia granic między tłumem, a jego przewodnikami i dla oznaczenia hierarchji koniecznej, rozwielmożnia się siedmiofałdzistym rozlewem kanonicznego brzucha. Zwyczajny olimpijczyk, który się porywa na maratoński bieg przez ściernisko życia, winien być chudy


Strony: