Po mlecznej drodze

Autor: Kornel Makuszyński

naszego przyjaciela.
Z trudem pozbyliśmy się wesołych przyjaciół, którzy zdradzali żywą chęć pozostania na obiedzie, kategorycznem oświadczeniem, że na obiad zaprosić ich nie możemy, z tego nieznacznego względu, że obiadu wogóle nie będzie. Niedługo jednak po ich wyjściu zawitały do nas dwie damy, obie chude i obie w czerni, co przyjęliśmy z niezadowoleniem, bo chudość i czerń zawsze zwiastują nieszczęście; za niemi szedł jakiś obrosły na gębie Kaliban z wielkim koszem w ręku. Obie rozpatrywały się pilnie po pracowni, myszkując oczyma, w trakcie tego zaś jedna zakryła chustką nos, bo jej się widocznie nie podobała zadymiona atmosfera naszego salonu, druga zaś głosem zgasłym, pochodzącym jak gdyby z żołądka, głosem w każdym razie nie z tego świata, oświadczyła krótko, że strasznym jest los pijaków i że wobec tego ksiądz biskup chce otworzyć przytułek i że ma nadzieję przez zbiór fantów na loterję dobroczynną zebrać krocie i że panowie, to ,niby my — pewnie nie odmówią. Słuchaliśmy tego wszystkiego z wielkiem namaszczaniem, nic nam bowiem tak ciężko nie leżało aa sercu, jak ludzi


Strony: