Po mlecznej drodze

Autor: Kornel Makuszyński

święto, wygłaszał dziś bowiem mowę swoją mistyczną bardzo długo. Wogóle dzień był uroczysty i obfity w zdarzenia. Bardzo wcześnie rano odwiedziło nas dwóch przyjaciół, wcale wesołych ludzi, którzy pluli przez dwie godziny, gdzie się dało, zapowietrzyli fajkami cały apartament, którego zbytkownemu urządzeniu serdecznie się dziwili, wreszcie nas jeden zaprosił na ślub. Kiedy malarz się żeni, to się wtedy w niebie nawet odbywa sroga uroczystość z wywieszeniem chorągwi i z defiladą aniołów po raju z palmami w rękach, niebo się bowiem cieszy pobożnie z tego, że wreszcie choćby jeden długowłosy wstępuje na prawą drogę i będzie płodził prawe dzieci z jakąś dorodną dziewicą. Winszowaliśmy przyjacielowi serdecznie z głuchą jednakże uciechą w dobrych sercach, że to właśnie on, a nie my; przyjaciel jednak nie mógł oznaczyć dokładnie dnia ślubu, termin bowiem ten ściśle zależał od rejentalnego stwierdzenia, czy dziewica w istocie posiada tych pięćset rubli posagu, o których głuche chodziły tylko wieści i o których ona sama mówiła tajemniczo, szczególnie nad ranem, ostatni składając pocałunek na dumnem czole


Strony: