Po mlecznej drodze

Autor: Kornel Makuszyński

torebki, ujęła dziewczynkę za rękę i poczęła schodzić po schodach. Musiała przejść obok nas, więc cofnęliśmy się ku ścianie z powodu wielkiej ciasnoty miejsca, Szczygieł zaś — djabli go wiedzą, .czemu? — zdjął z szacunkiem kapelusz. Miał zaś przytem minę. z tego przypadkowego spotkania tak uradowaną, że dziecko, spotkawszy się z jego śmiertelnie rozradowanemi oczyma, krzyknęło głośno z przestrachu i zaczęło się tulić do matki. Matka zaś rzekła cicho:
— Nie bój się Haneczko, ten pan nic złego ci nie zrobi.
Uśmiechnęła się przytem w naszą stronę i zeszła na dół., Szczygieł zamienił się w słup soli; w jednej chwili stracił humor i stał z kapeluszem w ręku tak zrozpaczony, jakby się miał za chwilę ożenić. Żal mi go się uczyniło, więc mu mówię:
— Choć, Eustachy, panny czekają
On nic na to, tylko kapelusz z nagłą furją nacisnął na łeb i iść począł w dół, „chmurny, jak noc”. Na ulicy nagle przystanął i powiada:
— Psiakrew! dzieci gębą straszę! Powiedział to z taką rozpaczą, żem mu zaczął perswadować:
— Co tam sobie z tego robisz,


Strony: