Po mlecznej drodze

Autor: Kornel Makuszyński

/> Spojrzeliśmy sobie ze Szczygłem w oczy: Zdawało się, że nas głos z poza ściany wzywał do modlitwy. Nikt z nas nie szepnął ani słowa, tylko ja — sprawy sobie z tego nie zdając, — podniosłem rękę do czoła i do piersi i szepnąłem cichutko: W imię Ojca i Syna i Ducha świętego…
Szczygieł zakrył twarz rękoma i coś szeptał.
III.

Żyliśmy w sposób nie zwracający uwagi długie tygodnie, a Duch boży unosił się nad nami. Mimo tego jednakże język Szczygła nie uczynił się ognisty, lecz zawsze przypominał tępy nóż ze złamanem ostrzem. Nie wychodziliśmy niemal z domu, chyba na wyprawy myśliwskie do miasta, po pożyczkę, lub po pożywienie; ponieważ zaś już zima poczęła tłuc siwym łbem o nasze cienkie ściany, zauważyliśmy, że spacery, szczególnie wieczorne, nie należą nadzwyczajnych przyjemności, bogate bowiem nas; futra zamówiliśmy dopiero wprost u syberyjskich łowców soboli.
Jest to poglądem błędnym i godnym wygi zdania, jak wszystkie dramaty moich przyjaciół, wolny naród poetycki czy malarski, jest zawsze biedny. Wcale nie. Złoto się czasem wala po wszystkich kątach domu,


Strony: