Po mlecznej drodze

Autor: Kornel Makuszyński

strasząc gwiazdy; że ja się w ogóle dziwię, jak mogę utrzymać stosunki przyjacielskie, z taką figurą, ale taki to już mój los nieszczęsny, „że cię kocham, złodzieju jeden”, bo mi już wszystko jedno: upadły człowiek szuka takiego samego towarzystwa.
Szczygieł słuchał z miną niezmiernie smutną człowieka, któremu umarło siedmioro dzieci, prosty więc z tego był wniosek, że się niezmiernie radował; czasem dziwnie jęknął, kiedy mu się zdawało, że nieco przesadzam w wyszukiwaniu odpowiednich dla niego określeń, w rezultacie, kiedy kończyłem moją mowę, porwał mnie w objęcia, ucałował serdecznie i zmusił mnie do odtańczenia, z nim dokoła pracowni jakiegoś śmiertelnie poważnego tańca. Co z takim robić? Albo zmiażdżyć mu zdeformowaną czaszkę jednem uderzeniem pięści, aby rozwodniony mózg trysnął na powałę, albo ucałować go z kolei, co też uczyniłem, bo zbyt mam miękkie serce. Wogóle serca nasze, to jest jakaś ciężka pomyłka Pana Boga; widocznie przy sortowaniu tych organów dokonano w niebie fatalnej zamiany i zamiast jakimś dwom dzieciom dać serca nasze, nam zaś serca tęgie, mocne, nieczułe ani na


Strony: