Po mlecznej drodze

Autor: Kornel Makuszyński

trąca mnie w ramię bardzo mocno. Myślałem, że pożar, albo że się dach nad nami zapadł.
— Co się stało? — pytam z przerażeniem.
— Nic! — powiada Szczygieł, — ale sobie przypomniałem. „On” jest eremita. O!
Opadłem widocznie z sił z nadmiernej wściekłości gdyż ten człowiek jeszcze żyje.
Ponieważ tedy rozmowa ze Szczygłem nie należała do rzeczy najłatwiejszych, przestałem z nim wogóle rozmawiać o sprawach niecodziennych, wymagających znajomości nieco większej ilości słów; z racji jednakże tego „eremity” wygłosiłem do mojego przyjaciela długą i serdeczną mowę, w której mu oświadczyłem stanowczo, że wstyd przynosi rodzajowi ludzkiemu; że poprostu jest rzeczą nieprzyzwoitą, aby człowiek tej, co on długości, człowiek zresztą mimo przewagi cech małpich, niepospolity, dobry towarzysz i przyjaciel, malarz zaś, wedle zdania ludzi najgłupszych, znakomity — był tego rodzaju niemową; że na zbawienie .duszy go zaklinam, aby się starał wypogodzić twarz, bo z taką fizjognomją nie zechcą go po śmierci przyjąć ani w niebie, ani w piekle i że się będzie tułał po wszechświecie,


Strony: