Po mlecznej drodze

Autor: Kornel Makuszyński

zdumiony ,i równocześnie zaciekawiony mocno; mimowoli zciszyłem głos i mówię szeptem:
— Gadajże prędko i o ile możności po ludzku. Któż to taki?
Ale Szczygieł począł rozciągać twarz na rozmaite strony i miał minę człowieka, który się zadławił ością. Umiał malować, ale nie umiał gadać, bo mu to nie było potrzebne i nic na to nie można było poradzić.
Wreszcie powiada:
— Kiedy ja nie wiem, jak się taki nazywa?
— Jaki taki?
— Taki, jak on.
— Powoli, Szczygieł, powoli… Tylko się bardzo nie natężaj. Co ci więc przyszło na myśl? Czy to ksiądz, czy minister, czy morderca, czy fałszerz monety?
Szczygieł spojrzał na mnie z litościwą pogardą i mówi:
— Nie, nie to… On jest taki, co to za dawnych czasów… Czy ja wiem? Ani ojca, ani matki… Zaraz sobie przypomnę…
— Bogdajeś skonał! — powiadam mu z tkliwem uznaniem.
Zapomniałem o tej rozmowie, przypominającej szwargot tresowanej papugi z cywilizowanym człowiekiem, a Szczygieł przez dwa dni nic do mnie nie gadał. Dopiero trzeciego dnia w nocy, kiedy spałem jak .najlepiej, bandyta ten


Strony: