Po mlecznej drodze

Autor: Kornel Makuszyński

za ściany” i że nam było w owej chwili nieco smutnie, bo głos był raczej smutny, jakby coś rozpamiętywujący.
Wszystkie oto nasze wysiłki, czynione w tym celu, by poznać naszego sąsiada, poszły na marne; ten człowiek, albo nigdy nie wychodził, albo bardzo rzadko. Czuliśmy jego obecność, choć się. zachowywał bardzo cicho, lecz czasem doleciał do nas jakiś szmer, lub stuknięcie; wiedzieliśmy, że „on” tam jest i że coś czyni, lecz „on” powracał nam ciągle na myśl. Czasem Szczygieł malował w wielkiem milczeniu, patrząc z podełba na swój obraz, ja pisałem, lub czytałem i godzinami całemi nie mówiliśmy słowa, z tego przedewszystkiem powodu, że rozmowę o niczem uważaliśmy za przywilej arystokracji i z tego także, że Szczygłowi większą przyjemność czyniłoby rzezanie go tępym nożem, niż towarzyska rozmowa.
Raz jednak Szczygieł, czyniąc obłąkane ruchy j pędzlem i paletą, powiada:
— Ja już wiem…
— Co wiesz?
Ten podczłowiek pokazuje na ścianę i mówi:
— On…
— Aha! „on”… I cóż takiego wiesz?
— Kto on taki?…
Spojrzałem na Szczygła


Strony: