Po mlecznej drodze

Autor: Kornel Makuszyński

najbielsze. Twarz ma przytem śmiertelnie ponurą, a wewnątrz to się niezmiernie raduje: coś w tym bożku pogańskim wtedy śpiewa i coś w nim jaśnieje na chwałę bożą, a jabłoń kwitnie, jak życie młode i obraz pachnąć poczyna, jak kadzielnica. A wtedy Pan Bóg dobrotliwy, — odsuwa przedobrą; ręką cisnący się tłum natarczywy, prałatów, bankierów, dewotki i baby kościelne i powiada: Pozwólcie mi wysłuchać modlitwy tego oto, który się do mnie modli przeczystem sercem i rozkwitłą duszą!
A mnie, kiedy czasem przy chuderlawej świecy, wśród niezmiernej ciszy nocnej, uda się wynaleść w głębinie wielkiej serca takie jakieś słowo, że w jego blasku noc się jak dzień rozświetla i kiedy słowu temu biednemu, a mającemu oczy przeczyste i niebieskie, skrzydło przypinam, aby leciało ponad ziemią, śpiewając dobrą nowinę ludziom spracowanym, — wtedy mi się zdaje, że się ku mnie pochyla i że mnie ktoś słucha.
Ktoś dobry niezmiernie, słucha modlitwy mojej tak pokornej, tak pokornej…
Och! ale to zupełnie do rzeczy nie należy. Idzie o to, żeśmy bardzo pobożnie słuchali dziwnego nabożeństwa „człowieka z


Strony: