Po mlecznej drodze

Autor: Kornel Makuszyński

ścianę obecni „na nabożeństwie” i .asystowaliśmy z całą powagą.
Nie byliśmy, ludzie wybitnie pobożni i zdaje mi się, że Szczygieł nie był w kościele od czasu chrztu świętego, jeśli wogóle taki szympans był wogóle . chrzczony; ja tam lepszy nie byłem, a mimo tego mieliśmy w niebie, jako katolicy, markę znakomitą, bo nikt się chyba lepiej od nas nie modlił i nie modlił się piękniej. Ludzie myślą, że to strasznie się Panu Bogu podoba, jeśli stara zjełczała dewotka wyklepie codziennie— uderzając żółtymi zębami, jak kastanietami do tańca, dwadzieścia litanij i niezmierną ilość pacierzy, albo jeśli wielka pani zagada do Stwórcy Niebieskiego po francusku, modląc się o to, żeby nie miała dzieci. Ja zaś myślę, że kiedy się taki biedaczyna jak Szczygieł, albo inny taki modli, taki Szczygieł, który dobrze gadać nawet nie umie i coś tam niby bełkoce, oczy przewróciwszy w stronę nieba białkami do góry, to się w niebie jaśniej czyni. Bo taki to się nie modli wedle patronu. Szczygieł kiedy chce serdecznie uczcić Pana Boga, wtedy maluje rozkwitłą jabłoń, taką śnieżystą i przeczystą, jak chmury


Strony: