Po mlecznej drodze

Autor: Kornel Makuszyński

miętowego proszku do zębów, wody kolońskiej lub gumowych obcasów Bersona, mających przeszkadzać wstrząśnieniom mózgu. Heu me miserum! Jak zbrodniarz z Cayenny, jak nieszczęsna Manon, kochanka kawalera de Grieux, noszę na sobie piętno, etykietę „przylepioną i przypiętą”, na której widok gentleman, który za dwa zbywające ruble kupił książkę, powiada boleśnie: „ten człowiek śmieje się, smutno!”
Przeto tęsknię za śmiechem radosnym, czynię to zaś z wielu, wielu powodów. Myślę tak sobie, że maluczko, a trzeba się będzie przestać śmiać albowiem nie będzie czasu na to, trudno zresztą śmiać się człowiekowi, co zęby zacisnął i w wielkiem milczeniu usuwa niezwęglone belki. Trzeba więc będzie, aby ktoś śpiewał potężnie tym, co pracują.
A tym, co się dziś smucą i tęsknią i żalą, posyłam książkę tę, która się uśmiecha tym uśmiechem, co umrze niedługo, uśmiechając się jeszcze. Proste są w niej historje i niewymyślne, co jedno tylko pragną: aby kogoś od jego bolących oderwać myśli, aby dać jedną chwilę wytchnienia i przez niezgrabnie wycięte serduszko okiennic pokazać snop


Strony: