Po mlecznej drodze

Autor: Kornel Makuszyński

zdarzały się jednak, bardzo zresztą rzadko i takie dnie, podczas których odpoczywaliśmy tylko my obaj, cały świat zaś pracował z bożego nakazu, a ten człowiek, nasz tajemniczy sąsiad, odprawiał swoje nabożeństwo. Dowiadywaliśmy się u stróża, czy przypadkiem dzień nie jest świąteczny mimo wszystko, mruknął jednak ten Madej zbój, że jego tyle to właśnie obchodzi, co chińskiego cesarza, bo on jest uczciwy socjalista i u niego święto jest pierwszego maja.
Mieliśmy wobec tego cichy żal do naszego „śpiewającego sąsiada, że wprowadza nieporządki do kalendarza i że nas bałamuci; po jego bowiem czarnych mszach dowiadywaliśmy się ściśle, kiedy jest święto, to też każdego dnia, kiedy nasz sąsiad kończył swoją antyfonę, Szczygieł długo się przygotowywał do dłuższego gadania i po pół godzinie wreszcie zawsze wyjąkał:
— Znowu święto… trzebaby już może… co?… jakoś ładniej,… ha!
Uczciwy człowiek, przywykły do uczciwego wyrażenia swoich myśli, nicby z tego delirycznego bredzenia nie pojął, ja jednakże, ponieważ tresowałem tego niedźwiedzia, rozumiałem też i jego mamrot. Połączywszy


Strony: