Po mlecznej drodze

Autor: Kornel Makuszyński

mieszka na strychu. Ot, arystokraty z pod dachu!
Nie było to zwrócone wprost do nas, bo nawet taki rzezimieszek dziedziczny, jakim jest stróż, znać powinien zasadę towarzyską, że obecnych się nie ;mówi. Spadałem ja na Szczygła, on na mnie i powiedzieliśmy sobie w głębokiem milczeniu, odchodząc dostojnie, że wół nie może wiedzieć o upodobaniach aniołów, zamieszkujących wyżyny i że ten człowiek powinien skończyć na szubienicy, aby raz w życiu poznać upojenie, jakie sprawia przebywanie na wysokościach.
Wiedzieliśmy to tylko, że z prawej strony naszego lokalu, mieszkał ktoś bardzo rozgadany, albo mówca, albo aktor, albo poseł, lecz człowiek jakiś bardzo systematyczny. Regularnie bowiem co niedzieli, jeżeli zaś w ciągu tygodnia przypadało uroczyste jakieś święto, to i w ten dzień także, ten ktoś, obok nas z prawej mieszkający strony, coś długo i bardzo głośno wygłaszał, jakby wielką mowę, wielką rolę. Poprzez ścianę dochodził nas głos czysty, jakby dostojny, głos, jakim się wyśpiewuje hymny w Wielki Piątek, lub jakim się czyta Ewangelję. Potem, na cały tydzień zapadała cisza, ten człowiek na


Strony: