Po mlecznej drodze

Autor: Kornel Makuszyński

sobie wdzięk uwag człowieka, który może być dopuszczonym nawet do królewskiego stołu. To też kiedyśmy kończyli biesiadę przegryzaniem jakiejś rzepy, mówiłem w formie doskonałego uznania:
— Te selery są doskonale wybielone! I chester jest pierwszorzędny.
— Świat jest piękny — odpowiada Szczygieł.
Wobec tego wypijaliśmy za zdrowie świata butelkę jakiegoś bardzo szlachetnego wina, które tylko w pierwszej chwili sprawiało wrażenie octu nie siedmiu, ale czternastu złodziei, w miarę jednak, im bliżej było dna butelki, przypominało najszlachetniejsze napoje.
Jasnem jest tedy, że żyliśmy w pogodzie ducha, jako bogowie lub mędrcy, w przyjaźni niezmąconej, opartej na wzajemnej wyrozumiałości i litościwej pogardzie wzajemnej. Nikt od nas niczego nie żądał i my od nikogo; głupie zaś przyzwyczajenie Szczygła chodzenia nieraz przez cały dzień nago, jedynie z przepaską rzymskiego niewolnika, w celu zaoszczędzenia ubrania, nikomu nie szkodził ze względu na wysokie położenie naszych apartamentów. Patrzący zaś na nas z nieba święci, mogli jedynie uważać haniebną nagość Szczygła za cnotliwą pogardę


Strony: