Po mlecznej drodze

Autor: Kornel Makuszyński

podpisem.
Wyliczenie wszystkich cennych przedmiotów, które zdobiły nasz apartament, jest niemożliwem, nie tyle może ze względu na ich różnorodność, ile z uwagi na wspomnienia, związane z każdym z nich. Każde wywołuje łzy, lub ten cichy uśmiech jedną stroną twarzy, który wygląda na grymas z powodu bólu zęba, w rzeczywistości zaś jest złotym uśmiechem serca, które sobie cos cudownego przypomni.
Rzecz prosta, ze przybytek nasz, taką przemiłą owiany atmosferą, dziwnie dobrze oddziaływał na nasze dusza. Było nam dobrze, chociażby z tego prostego powodu, żeśmy do siebie wcale nie gadali. Szczygieł był zawsze niemowa, gdyż nieartykułowany bulgot, który czasem z siebie wydawał, mógł uchodzić za pełną szlachetnej mądrości mowę ludzką. Jedynie na wyspach polinezyjskich, lub na zgromadzeniu pelikanów. W obcowaniu z tą lichą imitacją człowieka, z tym długim i chudym przyjacielem moim i ja wreszcie zapomniałem mówić. Przypatrywałem się tez czasem godzinami malowaniu Szczygła, w najgłębszem milczeniu i doskonale rozumiałem, co on w czasie tego do mnie gada, choć tylko otwierał czasem usta, jak dogorywający


Strony: