Po mlecznej drodze
Autor: Kornel Makuszyński
podpisem.
Wyliczenie wszystkich cennych przedmiotów, które zdobiły nasz apartament, jest niemożliwem, nie tyle może ze względu na ich różnorodność, ile z uwagi na wspomnienia, związane z każdym z nich. Każde wywołuje łzy, lub ten cichy uśmiech jedną stroną twarzy, który wygląda na grymas z powodu bólu zęba, w rzeczywistości zaś jest złotym uśmiechem serca, które sobie cos cudownego przypomni.
Rzecz prosta, ze przybytek nasz, taką przemiłą owiany atmosferą, dziwnie dobrze oddziaływał na nasze dusza. Było nam dobrze, chociażby z tego prostego powodu, żeśmy do siebie wcale nie gadali. Szczygieł był zawsze niemowa, gdyż nieartykułowany bulgot, który czasem z siebie wydawał, mógł uchodzić za pełną szlachetnej mądrości mowę ludzką. Jedynie na wyspach polinezyjskich, lub na zgromadzeniu pelikanów. W obcowaniu z tą lichą imitacją człowieka, z tym długim i chudym przyjacielem moim i ja wreszcie zapomniałem mówić. Przypatrywałem się tez czasem godzinami malowaniu Szczygła, w najgłębszem milczeniu i doskonale rozumiałem, co on w czasie tego do mnie gada, choć tylko otwierał czasem usta, jak dogorywający
Wyliczenie wszystkich cennych przedmiotów, które zdobiły nasz apartament, jest niemożliwem, nie tyle może ze względu na ich różnorodność, ile z uwagi na wspomnienia, związane z każdym z nich. Każde wywołuje łzy, lub ten cichy uśmiech jedną stroną twarzy, który wygląda na grymas z powodu bólu zęba, w rzeczywistości zaś jest złotym uśmiechem serca, które sobie cos cudownego przypomni.
Rzecz prosta, ze przybytek nasz, taką przemiłą owiany atmosferą, dziwnie dobrze oddziaływał na nasze dusza. Było nam dobrze, chociażby z tego prostego powodu, żeśmy do siebie wcale nie gadali. Szczygieł był zawsze niemowa, gdyż nieartykułowany bulgot, który czasem z siebie wydawał, mógł uchodzić za pełną szlachetnej mądrości mowę ludzką. Jedynie na wyspach polinezyjskich, lub na zgromadzeniu pelikanów. W obcowaniu z tą lichą imitacją człowieka, z tym długim i chudym przyjacielem moim i ja wreszcie zapomniałem mówić. Przypatrywałem się tez czasem godzinami malowaniu Szczygła, w najgłębszem milczeniu i doskonale rozumiałem, co on w czasie tego do mnie gada, choć tylko otwierał czasem usta, jak dogorywający
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116
- 117
- 118
- 119
- 120
- 121
- 122
- 123
- 124
- 125
- 126
- 127
- 128
- 129
- 130
- 131
- 132
- 133
- 134
- 135
- 136
- 137
- 138
- 139
- 140
- 141
- 142
- 143
- 144
- 145
- 146
- 147
- 148
- 149
- 150
- 151
- 152
- 153
- 154
- 155
- 156
- 157
- 158
- 159
- 160
- 161
- 162
- 163
- 164
- 165
- 166
- 167
- 168
- 169
- 170
- 171
- 172
- 173
- 174
- 175
- 176
- 177
- 178
- 179
- 180
- 181
- 182
- 183
- 184
- 185
- 186
- 187
- 188
- 189
- 190
- 191
- 192
- 193
- 194
- 195
- 196
- 197
- 198
- 199
- 200
- 201
- 202
- 203
- 204
- 205
- 206
- 207
- 208
- 209
- 210
- 211
- 212
- 213
- 214
- 215
- 216
- 217
- 218
- 219
- 220
- 221
- 222
- 223
- 224
- 225
- 226
- 227
- 228
- 229
- 230
- 231
- 232
- 233
- 234
- 235
- 236
- 237
- 238
- 239
- 240
- 241
- 242
- 243
- 244
- 245
- 246
- 247
- 248
- 249
- 250
- 251
- 252
- 253
- 254
- 255
- 256
- 257
- 258
- 259
- 260
- 261
- 262
- 263
- 264
- 265
- 266
- 267
- 268
- 269
- 270
- 271
- 272
- 273
- 274
- 275
- 276
- 277
- 278
- 279
- 280
- 281
- 282
- 283
- 284
- 285
- 286
- 287
- 288
- 289
- 290
- 291
- 292
- 293
- 294
- 295
- 296
- 297
- 298
- 299
- 300
- 301
- 302
- 303
- 304
- 305
- 306
- 307
- 308
- 309
- 310
- 311
- 312
- 313
- 314
- 315
- 316
- 317
- 318
- 319
- 320