Po mlecznej drodze

Autor: Kornel Makuszyński

do naszej sypialni, byłoby tak bezgraniczne „w obliczu” tych dwóch chudych, długich, haniebnie obrosłych piszczeli Szczygła, że rzezimieszek cofnąłby się, żegnając się krzyżem świętym. Miało to urządzenie również i złe swoje strony, byłem bowiem zawsze uwięziony do chwili, w której podobało się wreszcie memu przyjacielowi podnieść się z barłogu, podczas zaś jego snu w żaden sposób nie można było przyjmować w salonie gości bowiem wytworny miał zawsze

<*** brak 17—18 ***>

malarzem. Szczygieł, wysłuchawszy tego jęku, zwracał się do mnie i mówił zawsze smutno:
— Ha!
— Co ci jest, Szczygieł?
— Ktoś z nas umrze!
— To twój zegar, mnie to nie dotyczy.
Żaden z nas jednak nie umarł, bo przedewszystkiem przyzwyczailiśmy się przez cale lata do karawaniarskiej maszyny, pozatem było o nawet rzeczą pewną, że ten jęk z za grobu powodowały myszy, które trącały mechanizm.
Archiwum dokumentów naszych rodzinnych składało się z nadań i przywilejów, opatrzonych pieczęcią władcy panującego i listów miłosnych; pierwsze to były pozwy sądowe,


Strony: