Piąte przez dziesiąte

Autor: Kornel Makuszyński

wydarzyło. Niedaleko od źródła zapalam na ulicy papierosa. Zapłaciłem taksę kuracyjną, jestem gościem i swoim panem. W tej chwili wyrasta z pod ziemi policjant i bardzo mnie prosi, abym w tej chwili papierosa zagasił, bo dookoła jest tłum ludzi, którzy się leczą i którym może to zaszkodzić, że ja palę.
Czyście słyszeli? Ten człowiek śmiał to powiedzieć mnie, mnie, który widziałem na własne oczy, jak w Zakopanem pędzą ulicą stado baranów, kurz się robi taki, jaki się podniósł na pustyni, kiedy żydowie uciekali z Egiptu i trzech suchotników, leżących na werandzie, zjadłszy tego kurzu ilość niezmierną, do wieczora przenosi się na tamten świat, ponad Tatry, na Niebieski Grzebień…
A tu gościom szkodzi zaraz dym z mojego papierosa..,
Jakżeż więc Polak może się czuć dobrze wśród tych nieznośnych rygorzystów? Rzucisz gazetę na ulicy, każą ci ją podnieść i wrzucić do kosza. Wysunąłeś się o jedną osobę w kolejce, idąc do źródła, zaraz o to taka awantura, jakbyś kogo przeskoczył w awansie. Żeby sam prezydent Masaryk stał w kolejce, to by mu taką samą zrobili awanturę. Jakiż nieuprzejmy


Strony: