Piąte przez dziesiąte

Autor: Kornel Makuszyński

przysięgałam na wszystko, co święte, że to kupione u Hersego, nie uwierzył. Co za czasy, pani droga! Człowiekowi wstyd, że takie rzeczy mogą się dziać u nas. Wszędzie szwindel i protekcja. Czy pani wie, że tego pana, co tam siedzi, to wcale nie rewidowali?
— Nie może być! Co on, dyplomata?
— Ej, trochę jakaś podejrzana gęba… — I nie rewidowali?
— Przysięgam pani, że nie. Przyszedł do niego urzędnik i mówi, żeby otworzył walizkę, A on nic, tylko wyjmuje paszport i coś palcem tam pokazuje. Urzędnik czyta głośno: „Literat”, potem się zaśmiał, machnął ręką i poszedł. Widzi pani? Takie czasy, że najgorsza hołota ma protekcję, a biedną kobietę do protokółu ciągają za dwa tuziny jedwabnych pończoch.
Takie są „długie, nocne rodaków rozmowy”. Jedno mnie w nich ubodło: pogarda dla literatury. I to w chwili, kiedy w Karlsbadzic było około tysiąca polskich literatów. Może nawet nie tysiąc, ale pięćset to było z pewnością. Naprawdę! Bo to było tak: paszport zagraniczny kosztował złotych pięćset, dla literatów i artystów — dwadzieścia. Pokazało się tedy, że każdy, co


Strony: