Piąte przez dziesiąte

Autor: Kornel Makuszyński

interes interesem, bank bankiem, a polska grzeczność grzecznością. Rozmawiasz z kasjerem, albo witasz się, głośno uradowany ze znajomym, bo to kopę lat i t. d., bo to góra z górą i t. d. Potem bierzesz kapelusz, który jeszcze jest i chcesz zabrać pieniądze, których już nie ma. Wobec czego przypominasz sobie, że się koło ciebie kręcił jakiś złodziejaszek.
A już najśmieszniejsze historje wyprawiają poza Polską — na świecie, — kobiety. Ach, cóż za cudactwa, jakie fanaberje! W głowie się mąci od tych wynalazków tego niby „wielkiego świata”, od tych oszukańczych awantur. Bo pomyślcie: jesteś w Paryżu i idziesz się zabawić. Gdzieś z pod ziemi, czy też raczej z pod dywanu, zawsze wyrasta tam kobieta. Śliczczna, — niema co mówić, — strojna, doskonale ubrana. Ale ci jest nieswojo. Muzyka szaleje, wino ciska „i siebie perły, światło szaleje i ludzie szaleją. A kobieta bez wstępów, bez żenady, bez przygotowań postępuje z tobą tak, jakby cię znała od stu lat; sypie dowcipami jak z rękawa, choć modna jej suknia jest bez rękawów, śmieje się, jak rozswawolone dziecko, ciska w ciebie kwiatami i powiada, że cię


Strony: