Piąte przez dziesiąte

Autor: Kornel Makuszyński

albo o Harendę. Dziesięć razy każdej karty dotknie, dziesięć razy ją obróci — na wroga zażarty — wzrokiem chmurnym, a zwycięskim po obecnych potoczy i wreszcie, jak król, co koronę z patosem ciska, tak on ciska damę karową — najgorzej w świecie.
— Aj! — krzyczy partner z rozpaczy.
— Co? co? — woła poeta. — Ach, prawda, chciałem inaczej, tylko mi sama wyskoczyła. Oczywiście! Naturalnie!
I płakać się chce temu potężnemu bridżyście. Każdy się uśmiecha z rozrzewnieniem, aby mu nie uczynić przykreści. A za chwilę poeta znów groźnie okiem toczy—i śmierć zapowiada wrogom i tak akuratnie zagra, że boki zrywać.
O, słodki, najmilszy człowieku.
Taka jest koło niego jasność, taka dobroć nie do wyrażenia w domu jego mieszka, że jak do źródła po wodę ożywczą, tak się wędrowało do tej Harendy, pełnej słońca. Wędrowało?
Oh, tak! Pracą niezmierną zmęczony wielki poeta nieco zachorzał i kazali mu opuścić ten dom, który ma fundamenty ze złota, a ściany z błękitu.
Lecz jeśli poezja polska ma łaskę u Pana Boga, to rymem najpiękniejszym wybłaga to u Niego, aby


Strony: