Piąte przez dziesiąte

Autor: Kornel Makuszyński

/> Dla użytku historji i przyszłych Kasprowicza biografów muszę dać zwięzły temat do rozdziałów pod tytułem: „Wielki poeta, jako śpiewak, gracz w karty i opowiadacz wesołych anegdot”. Kiedy dziecięca i jak górska woda, tak czysta, dusza Kasprowicza jest ponad ludzką miarę wesoła, wtedy wielki pan Jan — śpiewa. Mdleje wtedy w niebie święta Cecylja a za brzuchy trzymają się z wielkiej uciechy święci pańscy. Kasprowicz umie tylko jedną piosenkę, t. zw. „Żydowski krakowiak” — zaczynającą się od żydowskiego zaklęcia: „Nie wierzaj go, nie kochaj mu!” — a kończącą się straszliwym bełkotem zepsutej kobzy: „truduruduru!” Śpiewa ją od wielu lat nieustannie ku ogromnej swojej radości. Zapewne jest przekonany, że jest to najzabawniejsza piosenka świata.
Kasprowicz śmieje się rad i tak serdecznie, z takiem przejęciem, też jak dziecko. Kiedy jest w zacnej kompanji, której wszystkie serca lgną do niego, lwiąt się wydaje radosny i wszystko dokoła się uśmiecha. On, jak Marchołt, a dokoła niego dworzany beztroskie, co widząc jak go wszystko cieszy, wysilają wesołość poetyckiego serca, które się śmieje w


Strony: